Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Lifestyle » Gra w zwiedzanie, czyli zabytki w grach komputerowych

Gra w zwiedzanie, czyli zabytki w grach komputerowych

RP

Wycieczka do Obserwatorium Griffith w Los Angeles, spacer po wietrznym Chicago lub paryskiej Sainte-Chapelle, a na koniec dnia wspinaczka po Katedrze Notre-Dame lub Santa Maria del Fiore we Florencji. Czy możliwym jest zwiedzić wszystkie te słynne miejsce w ciągu kilku godzin? W świecie rzeczywistym oczywiście nie, ale w wirtualnym – jak najbardziej i nie mam tu na myśli statycznego Google Street View.

Na gry wideo i ich miłośników wylewa się kubeł pomyj już znacznie rzadziej niż kilka lat temu, ale stereotyp przedstawiający otyłego dziwaka ślęczącego przed monitorem komputera, z którego wylewają się hektolitry krwi wciąż nie należy do rzadkości. A z grami, jak i całą tą wirtualną rzeczywistością sprawa ma się tak samo, jak z innymi gałęziami szeroko rozumianej rozrywki (nie chcąc siać zgorszenia, nie użyłem słowa: „kultury”). A zatem trafiają się produkcje prymitywne, trafiają się i takie, które pozwalają graczowi przeżyć ciekawą intelektualną przygodę. Niektóre nawet pozwolą nam w ograniczonym zakresie poznać świat.

Z tym poznawaniem świata to oczywiście kwestia umowna. To prawda, że wybierając się na zaproponowane przez wydawcę gry wideo wirtualne wakacje po Barcelonie, Londynie czy Paryżu zadowolić się musimy półśrodkami, a idealnie odwzorowany model 3D oczywiście nigdy nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z miejscem, zabytkiem czy dziełem sztuki. Niemniej zastanawiające jest to, że tak wielu krytykuje ten sposób poznawania niedostępnego często zwykłemu śmiertelnikowi świata (a przynajmniej niedostępnego na co dzień), chociaż zdjęcie umieszczone w prestiżowym i pięknie wydanym albumie, film dokumentalny czy rozdział w książce też tej pełni doświadczenia nie są przecież w stanie zagwarantować.

Nie znaczy to bynajmniej, że gry komputerowe robią to lepiej. Robią to po prostu inaczej i niekiedy w sposób interesujący dopełniają quasi-doświadczenie, pozwalając uchwycić nieco inny aspekt poznawczy „obiektu”. Tego zaś, choćbyś uważał gry wideo za największe zło świata i rozrywkę przeznaczoną jedynie dla niedojrzałych chłopców, ignorować nie wypada.

Otwarty świat – Zabytki w grach komputerowych

Należy w tym kontekście wspomnieć o tak zwanych „sandboksach”, grach rozgrywających się w otwartym świecie, mniej ograniczonym niż ma to miejsce w przypadku tytułów prowadzonych w sposób liniowy. To właśnie swobodna eksploracja świata i interakcja ze środowiskiem czyni z tego gatunku gier pozycję umożliwiającą poznanie znanych z filmów, zdjęć czy książek miejsc. I to właśnie stanowi pewnego rodzaju przewagę gier wideo nad pokazem slajdów czy seansem w kinie – w grze kontakt z „obiektem” jest bardziej intensywny, to w końcu do gracza należy inicjatywa i od niego zależy z jakiej perspektywy zechce przyjrzeć się na przykład słynnej budowli. Całość nie sprowadza się zatem do bycia odbiorcą i w ograniczonym zakresie umożliwia „aktywne zwiedzanie”. Ogromną rolę ogrywa tutaj wspomniana interakcja z otoczeniem – możliwość dotknięcia ściany, wejścia do wnętrza budynku, czy wskoczenia na przykład na niedostępne zwykłemu turyście kondygnacje.

Firma Ubisoft zachęca graczy, aby korzystali z możliwości swobodnej wędrówki po stworzonych przez programistów, a wzorowanych na rzeczywistych miastach lokacjach. W wydanej w 2014 roku grze „Watch Dogs” gracz ma okazję zwiedzić Chicago, a twórcy umieścili w niej aż sto oznaczonych na mapie gry punktów „turystycznych” – wśród nich są zabytki oraz rozmaite architektoniczne wizytówki „Wietrznego Miasta”.

Watch Dogs - Chicago

Watch Dogs – Chicago

Nie jest to skala „jeden do jednego”, miasto jest w grze odwzorowane bardzo umownie, porównywanie rozkładu ulic czy odległości pomiędzy charakterystycznymi punktami Chicago można więc sobie z miejsca darować. Istotne jest tutaj jednak coś innego – rozmaite obiekty architektoniczne, kościoły, zabytki, stadiony i szkoły, na które możemy spojrzeć z innej perspektywy; istotne jest zachowanie klimatu miasta czy wyglądu dzielnic. Chodzi wszakże o możliwość obcowania ze światem wirtualnym, światem, co nie jest bez znaczenia – trójwymiarowym, „żyjącym”, dynamicznym i (jeśli graficy staną na wysokości zadania) sprawiającym wrażenie autentycznego.

Spacer po Paryżu

W „Assassin’s Creed”, innej niezwykle popularnej serii gier również wydawanej przez Ubisoft podróżować będziemy nie tylko po wiernie (jeśli godzimy się na taką konwencję) oddanych lokacjach, ale i w czasie. Wspaniałą Katedrę Santa Maria del Fiore we Florencji, uważane za największe dzieło architektury pierwszego tysiąclecia naszej ery, czyli Hagia Sophia w Stambule, kaplicę Sainte-Chapelle, Luwr, Bastylię czy Katedrę Notre-Dame w Paryżu poznamy właśnie za sprawą przygód cichych zabójców, a że poruszają się oni w grze nie tylko w poziomie, ale i w pionie (parkour), dane nam będzie podziwiać te i wiele innych arcydzieł światowej architektury z niedostępnej statystycznemu Kowalskiemu perspektywy.

Zabytki w grach komputerowych - Katedra Notre Dame

Zabytki w grach komputerowych – Katedra Notre Dame

Zaprojektowane przez twórców gry modele robią ogromne wrażenie, zresztą przedostatnia część serii („Assassin’s Creed: Unity”) rozgrywająca się w ogarniętym Rewolucją Francuską Paryżu, chociaż krytykowana przez miłośników cyklu, często podawana jest za wzór tego, w jaki sposób należy przedstawiać w grach wideo miasto.

Hagia Sophia Assassin’s Creed

Hagia Sophia Assassin’s Creed

Jeśli jesteśmy zaś nad Sekwaną to warto wspomnieć przy tej okazji o grze „The Saboteur”, dzięki której przeniesiemy się do Paryża okupowanego przez Niemców. Nasz bohater ma sporą swobodę podczas zwiedzania miasta, nic nie stoi więc na przeszkodzie abyśmy na przykład wjechali na Wieżę Eiffla i rozkoszowali się widokiem panoramy Paryża.

The Saboteur - Paryż

The Saboteur – Paryż

Podobną możliwość, godną uwagi ze względu na osadzenie rozgrywki we współczesności, daje nam krytykowana przez przeciwników gier wideo, a ciesząca się gigantyczną popularnością, kontrowersyjna seria „Grand Theft Auto”. I znów, nie da się ukryć, że fikcyjne miasto Los Santos nie jest wierną kopią Los Angeles (a Liberty City – Nowego Jorku), niemniej klimat skąpanego w słońcu L.A. oddano w grze wyśmienicie. Nie mogło być inaczej, skoro nad mapą miasta, w którym toczy się rozgrywka pracowało przez dwanaście miesięcy aż pięciu profesjonalnych kartografów.

GTA IV - Nowy Jork

GTA IV – Nowy Jork

Promenada przy Venice Beach, imponujące Obserwatorium Griffith, Statua Wolności, Empire State Building czy Most Brooklyński (trzy ostatnie znalazły się w GTA IV) to tylko wybrane miejsca, których możecie „doświadczyć” w ramach rozgrywki. Doświadczyć to znaczy zobaczyć, obejrzeć z każdej strony, niekiedy nawet wejść, gdy mowa o budynkach, do środka. Lista produkcji umożliwiających zwiedzanie znanych miast i znajdujących się w nich zabytków jest oczywiście znacznie dłuższa.

Polskie tropy

Polskie produkcje lub te o Polsce w jakimś zakresie opowiadające, również podejmują próby przeniesienia gracza do znanych nam z rzeczywistości (lub historii) miejsc. Wytrawni gracze wymienią zapewne kilka takich tytułów, ja wspomnę o dwóch – przeciętnej koniec końców strzelaninie „Enemy Front” i przygodówce pod tytułem „Zaginięcie Ethana Cartera”. W pierwszej wraz z bohaterem przeniesiemy się do powstańczej Warszawy, gdzie dane nam będzie wziąć udział w obronie znajdującego się przy Krakowskim Przedmieściu Kościoła świętego Krzyża czy legendarnym szturmie na PAST-ę, czyli wybudowany w 1908 roku słynny warszawski wysokościowiec należący do Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej. Drugi z wymienionych tytułów rozgrywa się co prawda w fikcyjnym mieście Red Creek Valley, ale już same budynki i kopalnia, które przyjdzie nam odwiedzić pochodzą z… Dolnego Śląska. I pod względem wizualnym robią ogromne wrażenie, a to za sprawą fotogrametrii, innowacyjnej technologii zastosowanej w grze.

Enemy Front Warszawa

Enemy Front Warszawa

Branża związana z grami wideo i światem wirtualnym z pewnością niejednych jeszcze zaskoczy, zwłaszcza, że rewolucja w tej dziedzinie postępuje w zawrotnym tempie. Już teraz można skorzystać chociażby z gogli wirtualnej rzeczywistości. Program „Chernobyl VR Project” zaproponuje nam na przykład podróż do opuszczonej strefy w Czarnobylu (co ciekawe za projekt odpowiada polska firma), a dzięki zastosowanej technologii wędrówka ta ma być doświadczeniem znacznie wykraczającym poza to, co proponują nam wydawcy „tradycyjnych” gier wideo.

Fotogrametria stanie się wkrótce zapewne istotnym elementem wirtualnej turystyki i z pewnością sporym źródłem dochodów firm, które dostrzegą w niej potencjał. To prawda, że nic nie zastąpi prawdziwej podróży, ale jeśli chwilowo domowy budżet nie pozwala się Wam wybrać na wakacje życia, a marzycie o spacerze po Hongkongu, dziewiętnastowiecznym Londynie lub współczesnym Los Angeles, dlaczegóż by nie zadowolić się wirtualną namiastką.

Źródła: Wirtualna turystyka (tvgry.pl/?ID=6503), theverge.com, web-vassets.ea.com, technopolis.polityka.pl, gta-series.com, rage-quit.pl, assassinscreed.wikia.com