Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Polska » Z przedwojennej prasy: „Sprzedam panu zabytek”

Z przedwojennej prasy: „Sprzedam panu zabytek”

RP

Cwaniaczek potrafi „zakręcić” człowiekiem. Cwaniaczek wie jak biedaczysku ogołocić kieszenie do cna. Cwaniaczek żerujący na naiwności i głupocie ludzi to w końcu nie wyłącznie domena czasów współczesnych, trzeba bowiem wiedzieć, że już w przedwojennej Polsce takich, co to gotowi byli na przykład sprzedać cenny zabytek, w naszym kraju nie brakowało.

Dla polskiej prasy z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku spryciarze podający się za właścicieli cennych pamiątek przeszłości (w tym zabytkowych obiektów architektonicznych) i próbujący owe skarby sprzedać, stanowili wdzięczny temat i zapewne dlatego na temat niektórych ich popisów pozostał trwały ślad.

Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych wielki rozgłos w kraju zyskał pewien jegomość, który podając się za poważnego stołecznego biznesmena tak zawrócił w głowie pewnemu rodakowi, przybyszowi ze Stanów Zjednoczonych, że ten kupił od niego… warszawski dworzec kolejowy, oczywiście za niemałą sumkę. Transakcja kupcowi nie wydała się podejrzaną, bowiem faktycznie w tym czasie stary, w pewnym sensie zabytkowy dworzec, przestał pełnić swoją funkcję (władze zamierzały wybudować nowy dworzec), można go więc było przearanżować na dancing.

Jakież jednak było zdziwienie reemigranta z USA, gdy rzekomy właściciel po zainkasowaniu kilku tysięcy złotych zapadł się pod ziemię, a zapytani o sprawę urzędnicy w stołecznym magistracie wybałuszyli ze zdziwienia oczy. Nieszczęśnik, jak donosiła prasa w roku 1930: „zgłosił się w magistracie o zapomogę na powrót do Poznania i odjechał ze stolicy gruntownie wyleczony z zamiaru szybkiego zrobienia majątku na warszawskim bruku.

Inny z kolei miglanc w drugiej połowie lat dwudziestych znalazł frajerów gotowych odkupić od niego… kolumnę Zygmunta. Chętnych na zakup zabytku, najstarszego świeckiego pomnika w Warszawie wzniesionego w pierwszej połowie XVII wieku według projektu Augustyna Locciego i Constantino Teocalli, znalazło się kilku, a dzięki nim sprytny oszust wzbogacił się o okrągłą sumkę w wysokości dwóch tysięcy złotych.

Nasz łebski mistrz kanciarstwa na tym nie poprzestał i zdołał sprzedać naiwniakom wagon tramwajowy, kolejkę (być może chodziło o słynną przedwojenną EKD, czyli Elektryczne Koleje Dojazdowe), a także… Puszczę BiałowieskąNa tej ostatniej obłowił się szachraj obłędnie, inkasując za ten znajdujący się obecnie na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO kompleks leśny (dzisiaj położony na terenie Polski i Białorusi) sumę w wysokości dwóch milionów złotych!

Nie do końca zaś wiadomo jak wyglądała sprawa niejakiej pani Kornackiej, nie podejmuję się bowiem ocenić, czy kobietę tę do wywołania nielichego skandalu w Łodzi popchnęła żądza zysku, niewiedza, czy też w końcu coś było na rzeczy, a niewiasta miała prawo po swojej stronie.

W każdym razie w roku 1937 zamieszkała w Łodzi przy ulicy Żeromskiego pani Kornacka zwróciła się do sądu żądając zwrócenia gruntów – według kobiety należących do jej rodziny. Prawdą jest, że do podobnych sytuacji dochodziło od czasu do czasu na terenie całej Polski, w tamtym czasie dość często, nikt jednak nie żądał zwrotu… połowy miasta. Trzeba bowiem wiedzieć, że Kornacka rościła sobie prawo do części miasta położonej wzdłuż ulicy Piotrkowskiej od ulicy Emilii (obecnie ks. bpa Wincentego Tymienieckiego) do Cegielnianej (Jaracza), ponadto do słynnego Księżego Młyna (dzisiaj zabytkowego zespołu fabryk i domów włókienniczych) i parku Staszica, a to istotnie składa się na mniej więcej jedną drugą terytorium ówczesnej Łodzi.

Kornacka dowodziła, że ziemie te nabył na początku dziewiętnastego wieku jej pradziad Stanisław Strzemecki, oficer wojsk generała Dąbrowskiego, zamordowany przez Rosjan w 1813 roku. Majątek należący do rodziny władze carskie skonfiskowały zaś, po tym jak jeden z synów Strzemeckiego wziął udział w powstaniu listopadowym.

Prasa wspominała o sprawie kilkukrotnie, ale informacji o tym jak zakończyła się cała heca nie znalazłem. Zdaje się jednak, że pani Kornacka obeszła się smakiem.

Źródła:
– Przedwojenna prasa.
– Sprzedał warszawski dworzec na… dancing, „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, nr 283 z 19.10.1930, s. 8.
– Remigiusz Piotrowski, Absurdy i kurioza przedwojennej Polski, PWN, Warszawa 2016.