Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Lifestyle » Wieża Dawida

Wieża Dawida

RP

Świat przypomniał sobie o nim dopiero po emisji trzeciego sezonu, popularnego także w Polsce serialu „Homeland”. Umieszczenie Nicholasa Brody’ego (Damian Lewis) w niedokończonym wieżowcu w centrum stolicy Wenezueli scenarzystom wydało się świetnym rozwiązaniem. Ponury, zarządzany przez lokalnych gangsterów i odcięty od świata moloch musiał wywrzeć na widzach odpowiednie wrażenie. Sęk w tym, że twórcy serialu poszli na łatwiznę, a prawda o Centro Financiero Confinanzas w Caracas jest nieco inna.

Budowa czterdziestopięciopiętrowego, mierzącego około sto dziewięćdziesiąt metrów wieżowca, rozpoczęła się w 1990 roku. W założeniu głównego inwestora, Davida Brillembourga, budynek miał się stać wizytówką dzielnicy biznesowej Caracas; miejscem, które spowodowałoby, że zagraniczni finansiści spojrzą na Wenezuelę łaskawym okiem.

Niestety, z ambitnych planów wskutek kryzysu bankowego pozostał jedynie szkielet budynku. Prace budowlane wstrzymano już w 1994 roku, a straszącą mieszkańców miasta konstrukcję nazwano od imienia jej zmarłego już wtedy pomysłodawcy – „Wieżą Dawida”.

Kilkanaście lat później gdy w Caracas wybuchł kryzys mieszkaniowy w niedokończonym wieżowcu pojawili się ludzie. Najpierw była to jedna rodzina wprowadzona do środka przez pastora. Po niej przyszli następni.

Dla blisko trzech tysięcy żyjących na skraju ubóstwa mieszkańców stolicy, Centro Financiero Confinanzas stał się domem, szansą na przetrwanie, swoistym azylem.

Wenezuelskie władze nie wiedząc co począć z kłopotliwą inwestycją zamiotły problem pod dywan, przymknęły też oko na „dzikich lokatorów” swej niedoszłej chluby. Ci ostatni zaś zakasali rękawy i przystąpili do pracy.

Centro Financiero Confinanzas w Caracas

Czy, tak jak przedstawili to scenarzyści „Homeland”, pojawili się tutaj przestępcy? Ponoć tak, ale mieszkańcy najwyższego na świecie slumsu szybko sobie z nimi poradzili i to bez pomocy miejscowej policji. Ta bowiem nigdy tam nie zaglądała, tak jak nie zaglądał tam żaden urzędnik. Ostatecznie więc „Wieża Dawida” nie podzieliła losu Ponte City, czyli opanowanego w latach dziewięćdziesiątych przez gangsterów, słynnego wieżowca znajdującego się w Johannesburgu, co nie znaczy oczywiście, że mieszkańcom „Wieży Dawida” dane było wieść życie pozbawione trosk.

Bo chociaż przemoc i zbrodnia nie spędzały sen z powiek lokatorom wenezuelskiego wieżowca (a przynajmniej nie  w takim stopniu jak przedstawiono to w serialu), kłopotów przysparzały niedogodności natury budowlanej. „Wieża Dawida” była przecież w istocie gigantycznym placem budowy, niebezpieczeństwo czyhało na każdym kroku. Brak barierek, ubytki w ścianach, a nade wszystko dziury w podłodze doprowadziły do niejednego śmiertelnego wypadku (między innymi głośno swego czasu było o śmierci córki pewnej Amerykanki, która spadła w przepaść z ogromnej wysokości).

Centro Financiero Confinanzas Caracas

A jednak ludzie, piętro po piętrze, zdołali okiełznać czterdziestopięciopiętrowego potwora – załatano dziury, wstawiono okna i ścianki działowe. Cóż z tego, że w Centro Financiero Confinanzas nie zainstalowano windy, skoro aż na dziesiąte piętro wjechać tu można było motorem, a mieszkańcom swe usługi oferowała specjalna „taksówka”. Kierowca skutera za drobną opłatą pomagał dostać się klientowi na wyższą kondygnację. Cóż z tego, że budynek pozbawiony był kanalizacji i instalacji energetycznej. Dzięki zazwyczaj niekonwencjonalnym rozwiązaniom prąd i wodę zdołano ostatecznie doprowadzić do wielu pięter, a „mieszkania” wyposażono w meble.

Mieszkańcy z biegiem lat nauczyli się żyć w tym najwyższym i jednym z najosobliwszych slumsów świata. Więcej nawet – nauczyli się żyć normalnie, oczywiście na tyle, na ile było to w takich warunkach możliwe. Nie dziwi więc, że powstała tu namiastka „władzy samorządowej”, a wchodzący w jej skład „ministrowie” odpowiadali nie tylko za aprowizację, ale i edukację czy organizację zajęć sportowych dla najmłodszych. Mieszkańcy wenezuelskiej faweli rankiem wychodzili do pracy, w wolnym czasie oglądali telewizję, grali w piłkę, spotykali się z przyjaciółmi. Ot, proza życia w niezwykłym miejscu.

Na uwagę zasługuje i to, że lokatorzy zostali zobligowani do opłacania czynszu (kilka lat temu wynosił on trzydzieści dwa dolary), a z pieniędzy tych „wspólnota mieszkaniowa” pokrywała koszty remontów. Z biegiem lat na terenie wieżowca powstały sklepiki, kaplica, gabinet dentystyczny, a nawet salon piękności.

Ten niezwykły mariaż wolności i wyizolowanego świata, komunizmu i kapitalizmu, biedy i ludzkiej inwencji, sfotografował Alejandro Cegarra, autor zdjęć do cyklu „The Other Side of the Tower”. Sugestywne czarnobiałe fotografie, tak zresztą jak i relacje samego autora, potwierdzają, że twórcy serialu „Homeland” (tak naprawdę zdjęcia kręcono w Puerto Rico) mocno obraz mieszkańców Centro Financiero Confinanzas zniekształcili, co zresztą spotkało się z ich ostrym sprzeciwem, a jednocześnie wywołało reakcję wenezuelskich polityków.

Prezydent Nicolás Maduro w 2014 roku postanowił eksmitować lokatorów „Wieży Dawida” i umieścić ich w bezpieczniejszym miejscu, z kolei słynny wieżowiec przejąć miał, według krążących plotek, jeden z chińskich banków, do czego ostatecznie nie doszło. Pomysłów na to, co począć z budynkiem pojawiło się od tego czasu kilka.

Złośliwi twierdzą, że marzenie Davida Brillembourga ziściło się. Wieżowiec faktycznie stał się symbolem Caracas, rozpoznawalną na całym świecie wizytówką miasta, a nawet (to już prawdziwa złośliwość losu) atrakcją turystyczną. Na ironię zakrawa i to, że właśnie za sprawą fiaska inwestycji ubodzy mieszkańcy Centro Financiero Confinanzas znaleźli przysłowiowy dach na głową, bo z prężnie działającego centrum finansowego (gdyby takowy powstał) korzyści czerpałaby zapewne wyłącznie urzędniczo-polityczna socjeta miasta.

Zdjęcia: Alejandro Cegarra, Wikipedia