Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Świat » Welthauptstadt Germania

Welthauptstadt Germania

RP

Adolf Hitler zamierzał po wygraniu wojny uczynić z Berlina stolicę świata, uprzednio przebudowując zwłaszcza jego centrum. Wizja nowego ładu urbanistycznego – Welthauptstadt Germania – miała być przysłowiową kropką nad „i” niemieckiego panowania, swoistym epilogiem pierwszego rozdziału opowieści o Tysiącletniej Rzeszy. A także upokorzeniem małej, słabej i podbitej przez Niemców Europy.

Wehrmacht wkracza do Moskwy i już na początku lat czterdziestych pokonuje Związek Sowiecki. Albo inaczej: w 1944 roku Niemcy przekonują Anglię i Stany Zjednoczone do zawarcia pokoju i skupiają wszystkie siły na froncie wschodnim. Pasjonaci, a niekiedy i sami historycy lubią bawić się w rozpisywanie alternatywnych wersji historii drugiej wojny światowej. Osobiście mam do Historical fiction stosunek sceptyczny (chyba, że traktujemy ją jako formę niezobowiązującej intelektualnej zabawy), niemniej wspomniałem o niej, bo to pretekst do rozważań na temat architektonicznych planów III Rzeszy. A te, abstrahując od subiektywnych wrażeń estetycznych, były niezwykle ambitne.

Niemcy długo wierzyli w swojego wodza i to, że wojnę uda się wygrać. Sam Hitler też nie miał co do tego żadnych wątpliwości, nie dziwi więc, że oczyma wyobraźni spoglądał w przyszłość, snując śmiałe plany na temat Berlina „jutra”.

Welthauptstadt Germania, czyli Stolica Świata Germania miała przyćmić wszystkie miasta starego kontynentu, imponować rozmachem i rozmiarem.

Führer w osobie Alberta Speera znalazł człowieka zdolnego sprostać zadaniu i to jemu powierzył pieczę nad projektem. Oboje wiele chwil poświęcili na podziwianie zaprojektowanych przez Speera makiet i planów.

„Jako stolica świata Berlin powinien być porównywalny tylko ze starożytnym Egiptem, Babilonem i Rzymem! Czym jest Londyn, czym jest Paryż w porównaniu z tym!” – miał powiedzieć pewnego dnia Hitler. Już w Mein Kampf wspominał o „Monumente des Stolzes” – „Pomnikach Dumy”, podkreślających aspiracje super-państwa.

Monumentalizm totalny – tak ogólnie rzecz ujmując należałoby nazwać wizję Berlina przyszłości. To jej zamierzano podporządkować każdy istotny urbanistyczny element miasta. Cel uświęcał środki zatem już w latach trzydziestych zaczęto wysiedlać ludzi z kamienic, ponieważ na ich miejscu miały powstać nowe budynki, aleje i ulice. Przedwojenne filmy propagandowe autorstwa Leni Riefenstahl (na przykład „Triumf woli”, „Olimpiada”) czy organizowane w Norymberdze zjazdy Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników dają pewne wyobrażenie na temat stylu, któremu hołdował Hitler.

Welthauptstadt Germania makieta

Kluczowe były: przestrzeń, rozmiar, odpowiednia perspektywa, za sprawą której to, na czym miał być położony akcent, wydawało się widzowi jeszcze potężniejsze. A wielkość ta miała nie tyle przytłaczać, ile po pierwsze – hierarchizować (najważniejszy wódz, a więc idea), a po drugie – pozwolić poczuć się częścią silnej zbiorowości.

Skojarzenia ze starożytnym Rzymem są więc tutaj jak najbardziej na miejscu, podobnie zresztą jak i z neoklasycyzmem w swojej dość uproszczonej formie. Państwo za sprawą architektury postanowiło ingerować w strefę publiczną, podkreślając na każdym kroku cel i ideę narodowego socjalizmu. I emanować siłą.

Tak, jak wspomniana Leni Riefenstahl za pomocą prostych w gruncie rzeczy sztuczek operatorskich przedstawiała w swych filmach Hitlera (ujęcia podkreślające „wielkość” wodza III Rzeszy), tak Albert Speer zainspirowany wizją swojego przełożonego miał podkreślić monumentalizm nowego Berlina i jego przewagę nad innymi miastami Europy, a w samym Berlinie – uwypuklić obiekty centralne.

Adolf Hitler i Albert Speer

A tę rolę zarezerwowano dla Hali Ludowej (Volkshalle). Największy budynek na świecie miał według projektu mieścić sto osiemdziesiąt tysięcy ludzi, a jego kopuła mierzyć w najwyższym punkcie aż dwieście dziewięćdziesiąt metrów. Zgodnie z tym samym planem przez miasto, na linii północ-południe, wiodłaby szeroka pięciokilometrowa Aleja Wspaniałości (Prachtallee), przecinająca dzielnicę Tiergarten. Na jej trasie planowano wybudowanie berlińskiego łuku triumfalnego, oczywiście znacznie wyższego od tego znajdującego się w Paryżu. To między innymi dlatego Hitler po zajęciu Francji nie zdecydował się zniszczyć słynnych budowli, wizytówek położonego nad Sekwaną miasta. Cały świat, w tym Paryż, miał paść na kolana przed wielkością Berlina przyszłości; spalić się ze wstydu na widok bez porównania potężniejszych konstrukcji wzniesionych w zwycięskiej Germanii.

Oprócz największego budynku i łuku triumfalnego, Hitler (tu mimo obiekcji Speera) zamierzał wybudować również największy stadion sportowy na świecie. Arena miała pomieścić czterysta tysięcy widzów. Dla porównania na Camp Nou w Barcelonie popisy Leo Messiego i spółki może oglądać dzisiaj niespełna sto tysięcy widzów. Przesłanie projektu było więc proste – nic co dotąd stworzył człowiek nie mogło się równać z dokonaniami Tysiącletniej Rzeszy. Do długiej listy planów należałoby dopisać reprezentacyjny plac Berlina, czyli Großer Platz (na północnym końcu Prachtallee) o powierzchni trzystu pięćdziesięciu tysięcy metrów kwadratowych, rozbudowanie metra, linii kolejowych, podziemną autostradę czy imponujące budynki otaczające wspomnianą wcześniej aleję.

Welthauptstadt Germania

Po wybuchu wojny marzenie o wielkim Berlinie, które w głowie Hitlera powstało już w latach trzydziestych, musiało zejść na drugi plan. Poza imponujących rozmiarów Nową Kancelarią Rzeszy (o długości ponad czterysta dwudziestu metrów) i kilkoma mniejszymi budynkami z koncepcji pod tytułem Welthauptstadt Germania zdołano zrealizować niewiele. Nawet dobrze (pod względem efektywności) zarządzana gospodarka niemiecka w obliczu morderczych walk na froncie zachodnim i wschodnim nie miała środków, aby sprostać hitlerowskiej idei architektonicznej wielkości.

Dzisiaj można jedynie snuć domysły na temat tego, jak wyglądałoby życie w tak przebudowanym i roz-monumentalizowanym do granic absurdu mieście. Czy poza upajającą führera koncepcją przytłoczenia świata przepychem i przede wszystkim rozmiarem Berlina, krył się choć cień stereotypowego niemieckiego pragmatyzmu? Warto w tym kontekście zauważyć, że rzeczona Nowa Kancelaria Rzeszy okazała się miejscem tyleż budzącym podziw (gdy spoglądało się nań z zewnątrz), ile przestrzenią mało praktyczną, jeśli chciało się z niej korzystać na co dzień. Niewykluczone, że taki też byłby Berlin przyszłości, o tym jednak, na szczęście, nie musieliśmy się przekonać.

Zdjęcia: wikimedia.org

  • Jean Michel

    „Do długiej listy planów należałoby dopisać reprezentatywny plac Berlina, czyli Großer Platz”

    Byłbym wdzięczny za niemylenie słów „reprezentatywny” i „reprezentacyjny”, bo znaczą one zgoła co innego i w tym konkretnym przypadku chyba jednak chodzi o to drugie.