Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Polska » Świat w roku 2000

Świat w roku 2000

RP

Skończy się węgiel, a wielkie centrale energetyczne zaopatrują miasta w energię uzyskaną z powietrza. Komunikacja miejska odbywa się wyłącznie pod ziemią, znikają gazety, biblioteki i nieporęczne telefony, a ich miejsce zastępuje aparat dalekowidzący. Właśnie tak wyobrażano sobie rok 2000 w… drugiej połowie lat dwudziestych XX wieku.

Wielu z nas zastanawia się nad tym, jak będzie wyglądał świat za sto lat. Powstają na ten temat prace popularnonaukowe, artykuły w prasie, książki, filmy i seriale. Naukowcy, miłośnicy sci-fi, historii alternatywnej (a i entuzjaści teorii spiskowych) prześcigają się w zagadnieniu przedstawiania wizji dalekiej przyszłości i… wpisują się w pewnego rodzaju trend zapoczątkowany przed wiekami. Człowieka zawsze interesowało „jutro”, a aby się o tym przekonać wystarczy sięgnąć do przedwojennej prasy.

Jak zatem nasi żyjący w drugiej połowie lat dwudziestych XX wieku pradziadowie wyobrażali sobie świat w roku 2000?

Otóż byli oni zdania, że do tego czasu (a więc początku XXI wieku) wyczerpane zostaną na ziemi wszystkie pokłady węgla, a „wszelkiego rodzaju machiny” poruszać będzie uzyskiwana z różnych źródeł elektryczność.

Kobiety wreszcie wolne

Co jeszcze? W 1926 roku uważano, że wielkie zmiany obejmą każdą sferę naszego codziennego życia. Cieszyły się zwłaszcza feministki, wieszczono bowiem, że w 2000 roku znikną tak zwane „ogniska domowe”, panie nie będą musiały spędzać całego dnia w kuchni, bo wyręczą ją w codziennych sprawunkach elektryczne piece i kuchnie gazowe, a przede wszystkim roboty (zwane wtedy małymi elektrycznymi maszynami) i to one zajmą się obieraniem ziemniaków, trzepaniem dywanów, czyszczeniem obuwia i prasowaniem bielizny.

Należy do tego dodać, że pewien żyjący pod koniec dziewiętnastego wieku ceniony francuski chemik uważał, że w roku 2000 zbędna okaże się nie tylko kobieta w kuchni, ale nawet wspomniane roboty, piece elektryczne i kuchnie gazowe. A to wszystko dlatego, że przestanie istnieć rolnictwo, a obfite posiłki i uginające się pod ciężarem kulinarnych specjałów stoły zastąpi… mała tabletka. Ona, dodatkowa „kuleczka tłuszczowa” oraz flakonik z aromatyzowanym płynem (smak według gustu) w zupełności wystarczą, wyrokował wspomniany naukowiec znad Sekwany, aby nasycić człowieka. Rozmiłowani w bogatym, suto zakrapianym życiu towarzyskim dziennikarze z Krakowa i Warszawy pytali: „Jak to tak, rezygnować z soczystej polędwicy na rzecz małej pigułki?

Ten sam francuski chemik uważał, że ze względu na zmianę sposobu życia, rozwój technologiczny i upadek rolnictwa, wszystkie granice państw zostaną zniesione, armie rozwiązane, zniknie cały arsenał zbrojeniowy i z tego właśnie powodu nigdy więcej nie dojdzie do żadnej wojny.

Przewidzieli internet?

W latach dwudziestych przewidywano ponadto, że w roku 2000 znikną kominy, zasnuwające wydobywającym się z nich dymem całe miasta, ponure tereny przemysłowe zastąpione zostaną przez parki, a ludzie zamieszkają w pięknych i wygodnych domach. Te zaś będą znajdować się w nowoczesnych czystych miastach (oczyszczanych z wszelkiego kurzu za pomocą machiny), w których cała komunikacja będzie odbywać się pod ziemią, znikną więc tramwaje, a poruszające się po specjalnych drogach samochody napędzane będą nie cuchnącą benzyną, a nieokreślonym bezwonnym preparatem.

Co ciekawe nasi przodkowie przewidzieli, że w roku 2000 będziemy mogli korzystać z kamer (wówczas nazywano je „elektrycznym aparatem dalekowidzącym”), strzegących pod naszą nieobecność mieszkań. Prognozowali ponadto unowocześnienie radia, dzięki czemu będzie go można słuchać w każdym miejscu na świecie, także na morzu i w powietrzu. A już kompletnie rozkłada na łopatki, że już wówczas, to jest w drugiej połowie lat dwudziestych, mówiło się o wynalezieniu aparatów do „rozmawiania i widzenia” na odległość. Nie nazywa się ich co prawda telefonami komórkowymi czy smartfonami, ale wyrokuje się, że dzięki takiemu przenośnemu „aparatowi bez drutu” przesyłanie fotografii, wiadomości czy dźwięku na odległość nie przysporzy najmniejszych problemów i odbywać się będzie błyskawicznie.

Aparat dalekowidzący

Jest też wzmianka o czymś, co nasuwa na myśl sieć internetową i co zdaniem specjalistów z roku 1926 zastąpi drukowane gazety. „Wydawcy abonentom swem udzielać będą wszystkich informacyj przy pomocy aparatu dalekowidzącego. Ojciec do synka zamiast powiedzieć: Pobiegnij po gazetę – powie – nastaw no aparat gazetowy. Przyciska się odpowiedni guzik i matowa z mlecznego szkła szyba rozbłyska światłem. Odczytuje się najnowsze telegramy, artykuły wstępne, wiadomości kronikarskie, felietony” – opisywał w 1926 roku dziennikarz „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” ów wynalazek odległej przyszłości.

Co więcej, uważano, że ów aparat dalekowidzący, publikowane wiadomości będzie mógł urozmaicać obrazami ruchomymi „rozsianymi w tekście”. I właśnie z tego powodu, wyrokowano, że biblioteki przestaną istnieć, bo na cóż komu taki magazyn starych książek, skoro za pomocą aparatu działającego na odległość, każdą książkę będzie można mieć przy sobie i to bez konieczności dźwigania w plecaku kilogramów makulatury.

Jak widzimy z tego, warto będzie żyć w roku 2000” – spuentował redaktor popularnego w dwudziestoleciu międzywojennym „Ikaca”, ja znam jednak takich, którzy chętnie zrezygnowaliby z „wszystkich tych internetów i smartfonów”, a przenieśli się chociażby na chwilę do lat dwudziestych.

Źródła:
– Świat w roku 2000 „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, nr 306 z 6.11.1927, s. 5.
– Świat w roku 2000-nym, „Ilustrowany Kuryer Codzienny” z roku 1926 (dokładne źródła nieustalone).