Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Polska » Spacer tamtą Piotrkowską

Spacer tamtą Piotrkowską

RP

Któż w Polsce nie słyszał o słynnej Pietrynie? Złośliwi powiedzą, że takich deptaków są w Polsce dziesiątki, z czym rzecz jasna nie zgodzą się rodowici łodzianie. Bez względu na to, czy nazwie się ją „jedną z wielu” czy „jedyną”, ulica Piotrkowska w życiu kulturalnym, handlowym oraz społecznym miasta włókniarzy odgrywała zawsze rolę kluczową.

Na początku XX wieku, jeszcze przed pierwszą wojną światową, szczególnym powodzeniem wśród łodzian cieszył się odcinek Piotrkowskiej pomiędzy Cegielnianą (dzisiaj Jaracza) a Andrzeja (obecnie Andrzeja Struga).

Tu zawsze pełno było ludzi; kręcili się w tę i nazad. Julian Tuwim wspominał w swych „Pismach prozą”, że dziennie: „Takich kursów robiło się dwadzieścia, a może i sto. Rojne i gwarne były te łódzkie street-parties”.

Nieco później najintensywniejszy ruch notowano na odcinku ulicy Piotrkowskiej pomiędzy Traugutta a Przejazd (dzisiaj Tuwima). I jak twierdził znany łódzki reporter Adam Ochocki, raz modna była strona Piotrkowskiej z numerami parzystymi, innym razem ciężar pieszych wędrówek przesuwał się na „stronę nieparzystą”.

Piotrkowska na początku XX wieku

Piotrkowska na początku XX wieku

Wędrówkę z redaktorem Ochockim po przedwojennej Piotrkowskiej, bo to dzięki jego wspomnieniom możemy się na nią wybrać, rozpocznijmy w narożnym domu (Piotrkowska-Zielona), oznaczonym numerem 47, gdzie mieściła się restauracja Versailles, a obok – redakcja „Expressu Ilustrowanego”, jednego z najpopularniejszych lokalnych tytułów prasowych w mieście. Panowie redaktorzy nie mieli łatwego życia, bo w pracy przeszkadzał im nie tylko zapach podawanych we wspomnianej restauracji specjałów, ale i aromatyczna woń najlepszych koszernych wędlin w Polsce, sprzedawanych w sklepie Dyszkina pod numerem 51. Dyszkin podbił swymi wyrobami Łódź, a mógł także podbić stolicę, niestety w Warszawie w wyniku nieporozumień z tamtejszym rabinatem jego kiełbasę obłożono… klątwą, w wyniku czego interes trzeba było zwinąć.

Na rogu z ulicą 6 sierpnia, tam gdzie dzisiaj znajduje się osławiony woonwerf stał ponoć jeden z najbardziej niezwykłych gastronomicznych wynalazków tamtych czasów, mianowicie Bar-Automat „Quick”. Proszę sobie wyobrazić, jakie wrażenie musiało robić na ówczesnych to, że chwilę po wrzuceniu monety do skrzynki z niewielkiego otworu wyskakiwała… pyszna kanapka z szynką.

Tyle jeśli chodzi o międzywojenny „fast-food”, tym zaś, którzy nie zwykli jadać w pośpiechu, warto wskazać numer 67, gdzie znajdowała się popularna, zwłaszcza wśród łódzkiej bohemy artystycznej, kawiarnia Teatralna, kusząca roznoszącym się po okolicy aromatem kawy (dzisiaj pod tym numerem znajdziemy restaurację meksykańską). Tutaj też mieściła się popularna apteka Wagnera, gdzie zaopatrywano się w „Kogutka” (niezwykle popularny przed wojną środek na ból głowy), terpentynę czy prezerwatywy „Olla-gum” (legenda mówi, że reklamowano je hasłem „Prędzej ci serce pęknie!”, chociaż historycy nie są tego pewni).

Na Piotrkowskiej 61 i 89 mieściły się z kolei dwa bardzo popularne wśród nieco bogatszej części mieszkańców sklepy obuwnicze („Vis” i „Bata”), przeciętny łodzian, kiedy musiał się zaopatrzyć w nową parę butów udawał się jednak w okolice Nowego Rynku (Placu Wolności) i Nowomiejskiej. U Żydów było po prostu taniej.

Tam, gdzie dzisiaj stoi doskonale znany każdemu łodzianinowi „Saspol”, swoją drogą przez lata jeden z najważniejszych punktów orientacyjnych (a w weekendy miejsce spotkań miłośników dobrej zabawy i trunków), mieściły się: skład win, wódek, delikatesy, kolektura loteryjna, Biuro Czasopism i Ogłoszeń, piekarnia, perfumeria, apteka i wreszcie sklep kolonialny.

Po drugiej stronie ulicy (przechodzimy teraz na stronę parzystą) uwagę przykuwa słynny „Dom buta” (nazwa ta zaczęła funkcjonować dopiero po 1945 roku). Budynek o lekko modernistycznych cechach wybudowano na początku dwudziestego wieku. Ten, zaniedbywany przez dziesiątki lat PRL-u, a i na początku III RP obiekt (jakiś czas temu na szczęście zdecydowano się go odrestaurować), przed drugą wojną światową ubierał mieszkańców Łodzi w najmodniejsze kreacje, tutaj bowiem znajdował się „Magazyn Konfekcyjny” Emila Schmechela. – „Najnowszy krzyk mody!” – zachwalali ekspedienci, a że ich towar należał do najprzedniejszych, miejsce to cieszyło się ogromnym powodzeniem zwłaszcza wśród dam i wytwornych panów.

Pod numerem 96 spacerujących Piotrkowską uderzała feeria barw i egzotycznych zapachów. A wszystko to za sprawą sklepu kolonialnego (tutaj można było dostać niedostępne w tamtym czasie w zwykłym sklepie ananasy czy banany) i sąsiadującej z nim kwiaciarni. Bar „Udziałowy” przy Piotrkowskiej 92 pamięta zapewne starsze pokolenie łodzian, tak jak jedną z najwykwintniejszych restauracji w tej części Polski – czyli Luwr, gdzie spotkać można było przedstawicieli łódzkiej palestry, polityków, fabrykantów i poetów (pojawiał się tutaj Julian Tuwim).

Kamienica pod Gutenbergiem

Kamienica pod Gutenbergiem kiedyś i dziś

Wspomniany lokal mieścił się pod numerem 86, na antresoli po lewej stronie od wejścia do kamienicy. Budynek, uznawany powszechnie za najpiękniejszą łódzką kamienicę, zwany „Kamienicą pod Gutenbergiem” od umieszczonego w części środkowej posągu przedstawiającego wynalazcę druku, a należący pierwotnie do Jana Petersilga, to jak stwierdził kiedyś łódzki dziennikarz, redaktor Wiesław Pierzchała, niezwykłe „połączenie neogotyku z manieryzmem i akcentami północnego renesansu”. W nim poza wytworną restauracją znajdowała się, między innymi, redakcja bardzo popularnej niemieckiej gazety „Lodzer Zeitung”, a w dwudziestoleciu międzywojennym siedziba Stronnictwa Narodowego. Charakterystyczne ostrołukowe okna, ryzalit, bogata ornamentyka, czy brama w formie ozdobnej arkady sprawiły, że łodzianie, chyba nawet bardziej niż dzisiaj, uważali to miejsce za szczególnie warte odwiedzenia.

Grand Hotel w Łodzi na początku XX wieku

Grand Hotel w Łodzi na początku XX wieku

Piotrkowska 72 to oczywiście najsłynniejszy łódzki hotel, funkcjonujący tutaj nieprzerwanie aż od roku 1888 „Grand Hotel”. Od czasu drugiej przebudowy zakończonej w 1913 roku wygląd budynku w zasadzie nie uległ zmianie, także od tego czasu do jego wnętrza od strony Piotrkowskiej prowadziły charakterystyczne obrotowe drzwi. Bogatsi przybysze z różnych stron kraju wybierali zatem „Grand Hotel” (mieściła się tutaj również popularna kawiarnia, kino i kilka biur), ale na Piotrkowskiej przespać się w wygodnym łóżku można było również wtedy, gdy ktoś nie nosił w kieszeni grubo wypchanego portfela. Taki tani i dość znany hotelik przy Piotrkowskiej 82 prowadził pan Mariensztrass.

Cukiernia „U Roszkowskiego”

Cukiernia „U Roszkowskiego”

Kończąc zaś wędrówkę po starej Piotrkowskiej warto zajść pod numer 62, gdzie przez jakiś czas swoje biuro prowadził ponoć najsłynniejszy gangster przedwojennej Łodzi Ślepy Maks, warto też zwrócić uwagę na róg Piotrkowskiej i Moniuszki, gdzie w starej kamienicy znajdowała się najsłynniejsza łódzka cukiernia – przed odzyskaniem niepodległości – „U Roszkowskiego”, a potem „Ziemiańska”. I tutaj godzinami przesiadywał Tuwim, tutaj nad „Ziemią obiecaną” pracował Władysław Reymont, tutaj w końcu spotkać można było znanych aktorów, muzyków, lekarzy i dziennikarzy. Trudno zresztą się temu dziwić, bowiem takich eklerków, ciast z marcepanem czy napoleonek nie serwowano nigdzie. Tylko tam, na tamtej Piotrkowskiej…

Źródła:
– Przedwojenna prasa
– Wiesław Pierzchała, Łódź: girlandy na kamienicy Pod Gutenbergiem, Dziennik Łódzki, dzienniklodzki.pl/artykul/381662,lodz-girlandy-na-kamienicy-pod-gutenbergiem,id,t.html
– Adam Ochocki, Reporter przed konfesjonałem…, Literatura, Łódź 2004
– miastograf.pl, wikipedia.org, Narodowe Archiwum Cyfrowe.