Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Świat » Pięć słynnych kradzieży dzieł sztuki

Pięć słynnych kradzieży dzieł sztuki

RP

Kradzież „Damy z gronostajem” w komedii Juliusza Machulskiego pod tytułem „Vinci” lub dokonania słynnej szajki złodzieja Danny’ego Oceana przedstawione w popularnym cyklu filmów z George’m Clooney’em, Mattem Damonem i Bradem Pittem to oczywiście fikcja, ale takich, którzy postanowili zwinąć cenne dzieło sztuki było przecież w historii wielu.

Przedstawiamy pięć spektakularnych kradzieży dzieł sztuki.

Patriota

„Mona Lisa” znajdowała się w paryskim Luwrze od końca osiemnastego stulecia, zresztą jej autor, Leonardo da Vinci, sam sprzedał swe słynne arcydzieło królowi francuskiemu Franciszkowi I. Ten stan rzeczy nie podobał się pewnemu jegomościowi z Italii. Vincenzo Peruggia, z zawodu malarz pokojowy, nie mógł, jak tłumaczyć będzie później, pogodzić się z tym, że skarb włoskiego geniusza cieszy oko panów zajadających na co dzień ślimaczki, w związku z tym zatrudnił się w Luwrze, a latem 1911 roku dokonał jednej z najsłynniejszych w dziejach kradzieży.

„Mona Lisa” Leonarda da Vinci

„Mona Lisa” Leonarda da Vinci

Ponieważ jednak pan Perugia dwa lata później postanowił sprzedać „Mona Lisę” pewnej florenckiej galerii (aby ta wróciła do swej ojczyzny) na jego trop, a przede wszystkim bezcennego obrazu, wpadła policja. Dzieło Leonarda da Vinci wróciło nad Sekwanę, dzisiaj znajduje się za pancerną szybą, a niektórzy historycy podważają „patriotyczny” motyw kradzieży złodzieja uważając, że malarz pokojowy chciał po prostu na skradzionym dziele sztuki dobrze zarobić.

Z pozdrowieniami

Przed wojną prasa często donosiła o dokonaniach najbezczelniejszych spośród złodziei, którzy po udanym skoku mieli w zwyczaju zostawiać na miejscu przestępstwa notatkę z pozdrowieniami. Do takich amatorów cudzej własności z okresu przedwojennego nawiązała 12 lutego 1994 roku szajka złodziei, która tego właśnie dnia, gdy w stolicy Norwegii odbywała się akurat ceremonia otwarcia zimowych Igrzysk Olimpijskich, ukradła z Galerii Narodowej w Oslo „Krzyk”, jedną z czterech wersji głośnego obrazu Edvarda Muncha. Tuż po kradzieży pracownicy galerii odnaleźli kartkę z krótką wiadomością: „Dziękujemy za słabą ochronę”.

„Krzyk” Edvarda Muncha

„Krzyk” Edvarda Muncha

Chciałoby się rzec: ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Wydaje się, że i tym razem okazało się, że łatwiej bezcenny obraz ukraść, niż go potem z zyskiem sprzedać. Bezczelni złodzieje prawdopodobnie mieli z tym poważny problem, bo koniec końców zwrócili się nawet do prawowitego właściciela z propozycją oddania obrazu w zamian za milion dolarów. Niespełna trzy miesiące później dzięki wspólnej akcji norweskiej i brytyjskiej policji „Krzyk” odzyskano.

Co ciekawe inna wersja tego obrazu Muncha (oraz „Madonna”) padła łupem złodziei w Oslo w 2004 roku. I tym razem policji udało się po dwóch latach odzyskać skradzione dzieła sztuki.

Nie uczą się na błędach

Muzeum Mohameda Mahmouda Khalila w Kairze długo szczyciło się posiadaniem w swej bogatej kolekcji obrazu legendarnego Vincenta van Gogha. Sęk w tym, że Egipcjanie nie uczą się na własnych błędach. Po raz pierwszy słynne „Maki” (lub „Wazon z kwiatami”) pędzla holenderskiego geniusza postimpresjonizmu skradziono tu w 1978 roku, ale po dziesięciu latach arcydzieło odnaleziono w Kuwejcie i zwrócono właścicielom.

„Maki” Vincenta van Gogha

„Maki” Vincenta van Gogha

Trzydzieści dwa lata po pierwszej kradzieży, pewnego letniego dnia, dziwnym zbiegiem okoliczności większość zainstalowanych w kairskim muzeum kamer przestało działać, a wkrótce pracownicy instytucji skonstatowali z przerażeniem, że wart pięćdziesiąt pięć milionów dolarów obraz przepadł jak kamień w wodę. Egipski rząd w związku z kradzieżą pociągnął do odpowiedzialności jedenastu pracowników ministerstwa kultury. Niestety, obrazu nie odnaleziono do dzisiaj. Niektórzy mają nadzieję, że znajdzie się po upływie dziesięciu lat.

Przez okno w toalecie

We wstępie wspomniałem o kilku filmach poświęconym kradzieżom dzieł sztuki, warto więc dodać, że w „Doktorze No”, czyli w pierwszym obrazie o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości, Jamesa Bonda, gabinet „szwarccharakteru” przyozdabia „Portret księcia Wellingtona” pędzla Franciso Goya. Namalowany na początku dziewiętnastego wieku obraz trafił na plan filmowy, a niedługo później wrócił do londyńskiej National Galery, a trzeba wiedzieć, że był to „come back” wielce utęskniony, bowiem kilka lat wcześniej obraz skradziono, a dokonał tego prawdopodobnie syn niejakiego Kemptona Buntona.

„Portret księcia Wellingtona” Franciso Goya

„Portret księcia Wellingtona” Franciso Goya

Na początku ojciec winę wziął na siebie, wkrótce jednak okazało się, że to nie on stoi za śmiałym występkiem. W trakcie śledztwa ustalono, że Bunton junior skradł cenny obraz przedstawiający Arthura Wellesley wchodząc do mieszczącej się w północnej części Trafalgar Square galerii… przez okno w toalecie, gdzie ponoć nie włączano alarmu ze względu na krzątające się sprzątaczki. Jako się jednak rzekło – obraz zdołano odzyskaś, przepadła jedynie jego rama.

Pozostały ramy

Crème de la crème dokonań złodziei dzieł sztuki stanowi wyczyn pewnego niezwykle zgranego duetu przestępców, który 18 marca 1990 roku, podając się za policjantów skradł trzynaście drogocennych obrazów będących własnością Isabella Stewart Gardner Museum w Bostonie – obrazów o łącznej wartości około 500 milionów dolarów, co czyniło z tego skoku największą tego typu kradzież w historii Stanów Zjednoczonych.

„Burza na jeziorze galilejskim” Rembrandta

„Burza na jeziorze galilejskim” Rembrandta

Przebrani w policyjne mundury złodzieje po przedostaniu się do wnętrza budynku obezwładnili strażników, a następnie wynieśli między innymi trzy obrazy Rembrandta (w tym „Autoportret” i „Burzę na jeziorze galilejskim”), cztery obrazy Edgara Degasa, płótna autorstwa Maneta oraz „Koncert” Vermeera. Odzyskano jedynie pierwszy z wymienionych. W Isabella Stewart Gardner Museum w Bostonie pozostały jedynie puste ramy, co ciekawe instytucja udostępniła je dla zwiedzających.

Zdjęcia: wikimedia.org