Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Świat » Oak Ridge – atomowe miasto pełne absurdów

Oak Ridge – atomowe miasto pełne absurdów

RP

Powstało u podnóża Appalachów, wzgórz Tennessee, nad znaną ze słodkowodnych pereł rzeką Clinch. Powstało na terenie zajmowanym w dalekiej przeszłości przez indiańskie plemienia Czirokezów. Powstało, oczywiście nie przez przypadek, w miejscu zapomnianym, jakby na uboczu wielkiej Ameryki i jej wielkich spraw. A to ono właśnie przyczyniło się do zakończenia drugiej wojny światowej i zmiany biegu historii. Oak Ridge – miasto atomowe.

Wybudowano je w wielkiej tajemnicy w 1942 roku, praktycznie od zera, wcześniej wysiedlając z tych terenów dotychczasowych mieszkańców i niszcząc wszystko, co ci po sobie pozostawili. Chociaż pracę oraz dom znalazły tu tysiące ludzi, za sprawą zastosowanych przez amerykańskie władze środków bezpieczeństwa (czytaj: okalającego miasto płotu, drutów kolczastych, strażnic, uzbrojonych po zęby żołnierzy, a przede wszystkim pięciuset inwigilujących mieszkańców tajniaków) informację o tym, nad czym pracowano w laboratoriach i zakładach zamkniętego miasta niemal nigdy nie przedostawały się poza mury.

Oak Ridge miasto atomowe

Prowadzone badania oraz produkcja materiałów rozszczepialnych miały jeden cel. Było nim stworzenie bomby atomowej (eufemistycznie nazywanej przez wtajemniczonych „Gadżetem”). Zrzucenie jej w sierpniu 1945 roku na Hiroszimę i Nagasaki przyspieszyło zakończenie wojny, a jednocześnie rozpoczęło nowy rozdział w historii świata. Interesujące w opowieści o stworzeniu najpotężniejszej wówczas broni jest jednak nie tylko aspekt związany z nuklearnym arsenałem, ale i codzienne życie odgrodzonego od świata miasta.

To zaś zużywało więcej prądu niż Nowy Jork, a w tysiącach zbudowanych w nim z półfabrykatów domków, przyczep kempingowych i baraków przyszło żyć w niezwykłych warunkach społecznych około siedemdziesięciu pięciu tysiącom ludzi (dane z połowy 1945 roku). W rekrutację przyszłych mieszkańców (a zarazem pracowników) zaangażowane było FBI. Każdy, kto zdecydował się związać z Oak Ridge musiał otrzymać coś w rodzaju certyfikatu bezpieczeństwa. Ich praca, bez względu na to, czy było to stanowisko chemika w laboratorium, pielęgniarki w szpitalu, nauczycielki w szkole czy zwykłej sprzątaczki służyła w gruncie rzeczy temu samemu. Jednocześnie żaden z nich nigdy nie mógł mówić, czym się zajmuje i co tak naprawdę dzieje się w Oak Ridge. W zasadzie nie mógł się nad tym nawet zastanawiać.

Oak Ridge pracownice

Jeśli ktoś zaadresował swój list do krewnego w „Oak Ridge”, otrzymywał go zawsze z powrotem, z naniesioną przez urzędnika adnotacją informującą o tym, że w stanie Tennessee takiego miejsca nie ma. Władze tak bardzo obawiały się wycieku do wroga bezcennych informacji dotyczących „Projektu”, że ponoć nawet do opróżniania kubłów ze śmieciami zatrudniano analfabetów.

Permanentna inwigilacja, że pozwolę sobie zacytować klasyka oraz narzucona siłą zmowa milczenia rodziły absurdy – w Oak Ridge mąż zatajał prawdę przed żoną, żona zatajała ją przed mężem. Dyskutowano o pogodzie, błahostkach, wynikach turnieju w kręgle. Kiedy zaś komuś przyszło do głowy zastanawiać się nad celem funkcjonowania „fabrykopolis”, a już, nie daj Bóg, zaczął taki delikwent w tej sprawie zabierać głos – znikał natychmiast w tajemniczych okolicznościach i więcej go nie widziano.

Oak Ridge styczeń 1945 rok

Oak Ridge styczeń 1945 rok

Skojarzenia z serialem „Z Archiwum X” czy prozą George’a Orwella są tu więc jak najbardziej na miejscu. Cóż z tego, że w Oak Ridge wybudowano jeden z największych na świecie budynków, skoro o tym dlaczego powstał i co się w nim wytwarza, nie wiedział niemal nikt, bo prawdę znała zaledwie garstka wtajemniczonych. Pozostali mieli milczeć i wyłączyć myślenie. To był główny warunek życia w tym mieście. Słowa: „atom”, „pluton”, „bomba” zostały zakazane.

To bardziej przyziemne, społeczne oblicze Oak Ridge ukazała kilka lat temu Denise Kiernan, ceniona amerykańska dziennikarka, autorka książki „Dziewczyny atomowe”.

Kiernan wspomina w niej o świetnie rozwiniętej komunikacji miejskiej, meczach softballowych, polu golfowym, kinach samochodowych i pijalniach piwa. Wspomina o organizowanych dla mieszkańców kursach fotograficznych, wieczorkach tanecznych, koncertach jazzowych, pieszych wędrówkach po okolicy, grupie ornitologicznej, kółku teatralnym, organizacjach masońskich i męskim chórze. Wszystkie one działały w Oak Ridge i wszystkie one miały na celu dać mieszkańcom rozrywkę. Tak, aby ci nie zaprzątali sobie głowy prawdą.

Oak Ridge 1947 r.

Oak Ridge 1947 r.

Przede wszystkim jednak opisuje Kiernan specyfikę życia w atomowym mieście i łączące się z nią absurdy. Do jednych z nich należała bez wątpienia lokalna gazeta „Oak Ridge Journal”, której dziennikarz w połowie października 1943 roku pisał tak: „Jesteśmy wyjątkowi – to jedyna gazeta w kraju, która nie publikuje żadnych wiadomości. (…)”. Należałoby przy okazji dodać, że była to jedyna gazeta w USA, która unikała również podawania w swoich artykułach prasowych (i to tych dotyczących wydarzeń w mieście) – imion i nazwisk mieszkańców. Aby nic przypadkiem nie wyciekło na zewnątrz.

Dzisiaj Oak Ridge, znajdujące się w nim muzeum (American Museum of Science and Energy) i jego okolice cieszą się ogromną popularnością wśród turystów. Kompleks (zachowały się między innymi dwa wielkie budynki, w których w latach 40. prowadzono badania) można odwiedzać od czerwca do września. Ponoć chętnych jest tak wielu, że aby odwiedzić atomowe miasto należy wpisać się na specjalną listę oczekujących.

Źródła: Denise Kiernan, Dziewczyny atomowe, Wydawnictwo Otwarte, 2013.
Zdjęcia: Ed Westcott