Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Lifestyle » Maszyna Fiske’a

Maszyna Fiske’a

Przemysław Śmit

Lekki, poręczny format. Setki książek i artykułów na wyciągnięcie ręki. Niższe koszty dystrybucji dla wydawców treści. To wszystko brzmi jak opis współczesnego czytnika e-booków, np. Amazon Kindle. Jednak pasuje on również do maszyny, która powstała blisko… 100 lat temu.

W 1922 roku na łamach magazynu Scientific American ukazał się artykuł opisujący niezwykłą maszynę projektu admirała marynarki wojennej i innowatora – Bradley’a A. Fiske’a. Owa maszyna miała w swym zamyśle zrewolucjonizować rynek wydawniczy tamtych czasów, który, przypomnijmy, opierał się w 100% o dystrybucję papierową.

Książki były opasłymi tomami, a gazety nawet po złożeniu zajmowały zbyt dużo miejsca, by można było wygodnie przetransportować je w kieszeni płaszcza. Miałaby się tam jednak zmieścić właśnie maszyna zaprojektowana przez Fiske’a.

Maszyna Fiske’a – konstrukcja:

Od strony technicznej maszyna zakładała miniaturyzację wydruków i umieszczanie ich w bardzo lekkiej, aluminiowej ramie. Specjalnie przygotowany wydruk byłby umieszczany w tej ramie i przesuwany przy pomocy niewielkiej korbki, którą można by operować wykorzystując jedynie kciuk, co sprawiało, że z maszyny Fiske’a można korzystać przy pomocy jednej dłoni.

Aby odczytać zminiaturyzowany wydruk, maszyna posiadała wbudowaną prostą muszlę oczną, wewnątrz której znajdowała się soczewka obiektywu o dziesięciokrotnym powiększeniu. Drugie oko zaś zasłaniała metalowa klapka, co w domyśle miało zredukować zmęczenie oczu.

Treść:

Przygotowane do czytania w maszynie wydruki miały być fotokopiami istniejących książek i artykułów, wydrukowanymi w odpowiedniej formie cienkiego paska i w dziesięciokrotnym pomniejszeniu. Tym sposobem po przyłożeniu oka do obiektywu w zasięgu wzroku czytelnika znalazłoby się 120 słów, co umożliwiałoby lekturę ze stałą prędkością około 287 słów na minutę.

Pojedynczy pasek tak spreparowanego wydruku zawierał 10 tys. słów na każdej ze stron, a zatem książka o objętości około 400 stron, czyli 100 000 znaków, zajmowałaby… ledwie 10 pasków. Mieszczących się w kieszeni płaszcza lub torby.

Czyż nie przypomina to dzisiejszych e-booków? Poprzez określoną liczbę znaków na stronie i względnie stałe tempo czytania, czytelnik mógł ze sporą dokładnością określić, ile czasu (i objętości) pozostało mu do zakończenia bieżącego rozdziału, czy książki. Zupełnie jak pasek postępu u dołu czytników Kindle!

Nie tylko maszyna. Ta rewolucja miała objąć cały rynek!

Choć cała koncepcja maszyny brzmi fascynująco od strony technicznej, jeszcze bardziej fascynuje fakt, iż admirał Fiske przewidział tak naprawdę przyszłość rynku wydawniczego i już w 1922 roku chciał go zmienić. Fiske widział w swoim urządzeniu narodziny darmowej prasy, w całości opłacanej przez reklamodawców – czyli dokładnie tak, jak dzieje się dziś w Internecie a nawet z wieloma papierowymi wydaniami.

Upatrywał także w swojej maszynie szansy na walkę z problemem analfabetyzmu i niedostępności właściwej edukacji w nizinach społecznych.

Maszyna bez wątpienia miała też sens ekonomiczny. Wprowadzenie jej do produkcji i druk materiałów w kompatybilnym formacie zredukowałoby koszty wydawnicze. Przy 10 tysiącach egzemplarzy drukarnia mogłaby sprzedawać taki wydruk za ledwie 4 centy! Jeśli liczba wydruków przekroczyłaby 100 tys., cena byłaby jeszcze niższa. Maszyna wymagała również wykorzystania papieru najwyższej jakości, który nie żółknąłby i nie kruszył się z biegiem czasu. A to przełożyłoby się na długowieczność drukowanych pozycji. Nie mówiąc o tym, że do druku materiałów pasujących do maszyny Fiske’a wykorzystywano by ledwie 1/60 papieru niezbędnego do pełnowymiarowego wydruku.

Niewielki rozmiar oznaczał też korzyści logistyczne – znacząco obniżyłby koszty dystrybucji, co również odbiłoby się pozytywnie na cenie egzemplarzy. Tak drukowane książki zajmowałyby też nieporównywalnie mniej miejsca na półkach, czyli ponownie – rozwiązałyby problem, który dziś rozwiązują nam czytniki e-booków, mieszcząc tysiące pozycji w niewielkim formacie urządzenia.

Fiske o blisko 100 lat wyprzedził świat swoim pomysłem.

Dziś idee admirała Fiske’a znajdują odzwierciedlenie w codziennej dystrybucji treści. W oparciu o te ideały funkcjonuje znakomita większość materiałów dostępnych w Internecie i coraz więcej pozycji wydawanych w sposób tradycyjny. Jednak w 1922 pomysł Fiske’a był stanowczo zbyt rewolucyjny, a także nie przypadł do gustu lobby wydawniczemu. Godząc się na wprowadzenie maszyny Fiske’a do produkcji, wydawcy musieliby się pogodzić z możliwym spadkiem przychodów.

Tym sposobem pomysł umarł, lecz sama idea przetrwała i dziś, blisko 100 lat od stworzenia prototypu maszyny do czytania, w końcu możemy cieszyć się realizacją jej założeń. W cyfrowym formacie.

 

Summary