Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Mieszkanie » Lofty w stajniach oficerskich Koszar Dragonów

Lofty w stajniach oficerskich Koszar Dragonów

Ivon

W Olsztynie nic nie wzbudza tak silnych emocji, jak pomysły na rewitalizację zabytkowych Koszar Dragonów. O ich nowe zagospodarowanie spierają się władze miasta i społecznicy. W tle tych dyskusji pojawiła się szansa na uratowanie chociaż części terenu, który kupiła znana olsztyńska pracownia architektoniczna.

Architekt Grzegorz Dżus, którego pracownia może pochwalić się wieloma udanymi rewitalizacjami zabytkowych obiektów, już w latach 90-tych chciał kupić popadające w ruinę i trawione licznymi pożarami Koszary Dragonów.

– Wystąpiliśmy wtedy do miasta o zgodę na wykup obiektu, chcieliśmy tam urządzić zespół pracowni, naszą i kilku zaprzyjaźnionych firm. Mimo to, że obiekt niszczał ówcześni włodarze miasta nie byli zainteresowani sprzedażą terenu – mówi Grzegorz Dżus, właściciel pracowni Dżus GK Architekci. – Decyzja o przetargu zapadła dopiero po kilkunastu latach, gdy obiektowi zagroziło całkowite zniszczenie.

Do transakcji doszło w 2013 roku, trzynaście lata po tym, jak koszary zostały wpisane do rejestru zabytków. Teren o powierzchni 4 tys. metrów kwadratowych z okazałym budynkiem stajni oficerskich został sprzedany za ponad 2,2 mln zł dwóm firmom – pracowni Grzegorza Dżusa i firmie Klink. Projekt architektoniczny stworzyli Katarzyna Orzechowska-Dżus i Grzegorz Dżus.

Budynek stajni oficerskich 10 Pułku Dragonów położony jest na ponad 40-metrowej skarpie w zakolu rzeki Łyny.

Rafał Bętkowski w swojej książce pt. „Dragoni z Olsztyna. Dzieje formacji i koszar” pisze, że kompleks koszarowy powstał w roku 1886 roku i składał się ze stajni otaczających cztery wielkie place ćwiczeń, sześciu domów mieszkalnych, zbrojowni, ujeżdżalni, kantyn i kasyna oficerskiego na wysokim brzegu Łyny. W koszarach od połowy lat 80. XIX wieku stacjonował 10. Pułk Dragonów Króla Alberta Saskiego. W czasie II wojny światowej stacjonowały tu jednostki piechoty, kawalerii i artylerii. Po wojnie koszary częściowo były w rękach wojska, potem przeznaczono je na magazyny .

Inwestorzy zamierzają rozlokować w stajniach oficerskich apartamenty w formie segmentów. Historyczny układ funkcjonalny narzucił podział przyszłych loftów – do każdego dwukondygnacyjnego segmentu będzie się wchodziło przez historyczną bramę. Architekci wprowadzili tu przeszklenia, które pozwolą wprowadzić jak najwięcej światła. Odtworzone historyczne wrota pełnią funkcję masywnych okiennic. Na ceglanych gankach odtworzone zostaną drewniane werandy z widokiem na historyczny plac maneżowy. Każdy z segmentów doświetlony będzie szklanym świetlikiem dachowym. Pozwoli to nie tylko doświetlić kondygnację piętra, ale przez antresolę także kondygnację parteru.

– Obecnie mamy stan surowy, odbudowaliśmy całą konstrukcję budynku i dach. Trwają prace konserwatorskie ceglanych elewacji, prowadzimy też rozmowy z firmą, która będzie dostarczać nietypową stolarkę, a właściwie ślusarkę. Odbudowaliśmy też niemal od zera budynek byłej sterowni – mówi Grzegorz Dżus. – Myślę, że w ciągu roku część powierzchni w obiekcie będzie nadawała się do użytkowania.

We wnętrzach wyeksponowane zostaną wszystkie zabytkowe detale architektoniczne: masywne drewniane słupy z „siodłami”, belki a także granitowe bazy i wsporniki, nieliczne koniowiązy i okucia. W segmencie wyeksponowana zostanie oryginalna ceglana ściana.

Lofty - projekt Dżus GK Architekci

Inwestor zakłada, że przestrzenne wnętrza, których rozpiętość i wysokość dochodzi do 4 metrów, pozwolą na wprowadzenie do obiektu różnorodnych funkcji, poza loftami mieszkalnymi także mogą tu być biura, galerie i kancelarie czy niewielki butikowy handel.

Czy inaczej tworzy się koncepcję architektoniczną, gdy architekt jest jednocześnie inwestorem ?

– Chyba nie ma tu większej różnicy. Jest może nawet łatwiej jeżeli chodzi o podjęcie decyzji, no i to że często dla zwykłej przyjemności lubię sam chodzić po tej budowie – odpowiada Grzegorz Dżus. Ale zaznacza jednocześnie, że największą trudność stanowi rozrastająca się w naszym kraju biurokracja , która potrafi sparaliżować każde działanie. – Problemy techniczne, funkcjonalne, nawet finansowe można rozwiązać, wobec prawodawstwa i biurokracji czasem jesteśmy bezsilni i coraz częściej zastanawiam się, czy dla dobra obiektu, aby był bardziej funkcjonalny, bezpieczny, tańszy w eksploatacji, miał odpowiednia formę, czy aby po prostu go uratować, nie byłoby uczciwszym działać wbrew prawu.

Architekt dodaje, że nieraz na decyzje administracyjne inwestor musi czekać miesiącami, co blokuje inwestycje i generuje dodatkowe koszty.

– Myślę że jeżeli architekt, który prowadzi pracownię w naszym kraju, na projektowanie poświęca 20 procent swojego czasu pracy. Reszta tego czasu w znacznej mierze jest marnotrawiona.