Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Polska » Łódzka szkoła, w której sądzono słynnego gangstera

Łódzka szkoła, w której sądzono słynnego gangstera

RP

Zabytkowy budynek na ulicy Żeromskiego 115 w Łodzi skrywa kilka tajemnic. Obecnie mieści się w nim Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych numer 19 imienia Karola Wojtyły, ale 86 lat temu, w styczniowy poranek, po obszernym gmachu przechadzali się nie odziani w szkolne mundurki uczniowie, a uzbrojeni stróże porządku, typy spod ciemnej gwiazdy, przedstawiciele łódzkiej palestry oraz pewien zakuty w kajdanki jegomość, którego legenda mimo upływu lat wciąż jest w mieście włókniarzy żywa.

Łódzka Szkoła Rękodzielniczo-Przemysłowa przeniosła się tutaj z Nowego Rynku na początku dwudziestego wieku. Od magistratu otrzymała 2,5-hektarowy plac przy ówczesnej ulicy Pańskiej (obecnie Żeromskiego), z kolei od łódzkich fabrykantów – Geyera i Poznańskiego – niezbędne środki finansowe. W ciągu zaledwie dwóch lat powstał nowoczesny budynek, który jak czytamy na oficjalnej stronie internetowej szkoły został „wyposażony w pracownie fizyki, mechaniki, technologii chemicznej, przyrodniczą i kreślarską oraz laboratorium chemiczne służące do poznawania tajników farbowania tkanin”. Dzięki temu szkoła, dzisiaj nadal nazywana przez starsze pokolenie łodzian „Włókiennikiem”, wykształciła wielu znakomitych specjalistów, nie zatracając przy tym swojego polskiego charakteru. To tutaj przecież w trakcie Rewolucji 1905 roku uczniowie zażądali od władz wprowadzenia do szkoły nauki języka polskiego.

Łódzka Szkoła Rękodzielniczo-Przemysłowa

W czasie pierwszej wojny światowej w budynku znajdował się szpital, z kolei już po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w zaprojektowanym przez Piotra Brukalskiego budynku (projekt sygnowano nazwiskiem Otto Gehlinga) otworzono Państwową Szkołę Włókienniczą. Nie zajęła ona jednak głównego budynku, bo w nim zadomowiły się „rożne instytucje i urzędy oraz osoby prywatne”. Pod słowem „urzędy” kryje się między innymi… Sąd Okręgowy w Łodzi. Pod koniec lat dwudziestych lokalna prasa pisała, że to rozwiązanie tymczasowe, a postępująca w szybkim tempie budowa nowego gmachu sądowego zbliża się ku końcowi.

Zanim jednak Sąd Okręgowy przeniesie się na plac Dąbrowskiego, w budynku przy ulicy Żeromskiego 115 odbędzie się jedna z najbardziej sensacyjnych rozpraw sądowych w historii Drugiej Rzeczpospolitej.

To tutaj 15 stycznia 1930 roku w sali numer 56 rozpocznie się bowiem proces Menachema Bornsztajna – „Ślepego Maksa” – najsłynniejszego przestępcy przedwojennej Łodzi.

Postać to bez wątpienia kontrowersyjna – dla jednych kłamca i blagier, dla innych pozostanie on na zawsze pochylającym się nad losem ubogich mieszkańców Bałut miejskim watażką.

Zdaje się, że ci pierwsi są bliżsi prawdy, bo i lista grzechów „łódzkiego Ala Capone” jest doprawdy imponująca. Znajdują się na niej: złodziejstwo, paskarstwo, sutenerstwo, pobicia, wymuszenia, podpalenia oraz co najmniej jedno morderstwo. Wspomnianego dnia to właśnie za zabicie swego zaciekłego wroga – Srula Balbermana, postrzelonego z rewolweru jesienią 1929 roku przed znajdującą się na ulicy Wschodniej 28 speluną „Kokolewole”, stanie Bornsztajn przed wymiarem sprawiedliwości. Stanie i całkowicie sobie z niego zakpi.

Ślepy Maks gazeta

Dzięki rozmaitym sprytnym wybiegom, talentowi adwokata, pana mecenasa Alfredy Biłyka (jego imieniem nazwano rondo u zbiegu Alei Włókniarzy i ulicy Zgierskiej), kłamstwom oskarżonego, a także przychylności lokalnej prasy, Maks zostanie uniewinniony. „Zabił w obronie własnej” – stwierdzi sędzia ignorując kluczowy dla sprawy wątek gangsterskich porachunków.

Na początku lat dziewięćdziesiątych dziennikarz i pisarz, Jacek Indelak, który zgłębieniu tajemnic związanych z życiem i przestępczą karierą Bornsztajna poświęcił wiele lat życia, spotkał się z człowiekiem doskonale znającym historię budynku. Woźny Jan Wielemborek w szkole pracował od zakończenia drugiej wojny światowej. Wiedział o niej niemal wszystko.

– Szkoła była wiele razy remontowana, przebudowano wiele sal, zmieniono też ich numerację. Tak, przed wojną był tu sąd, przed którym stawał niejeden bandyta, Ślepy Maks też. Wiem, gdzie była sala nr 56, tam często odbywały się rozprawy” – powiedział Jackowi Indelakowi woźny, a potem zaprowadził dziennikarza przed „Pracownię Chemii Ogólnej”, gdzie w 1930 roku mieściła się słynna sala numer 56.

Jacek Indelak miał wątpliwości. Co prawda sala przypominała aulę („potężne szkolne ławy opadają schodkowo z lewa do prawa ku katedrze”), ale wydała się mu wówczas zbyt mała. Zwłaszcza gdy przypomnieć sobie doniesienia prasowe z roku 1930 opisujące pomieszczenie „pękające w szwach”.

Już około godziny 9 przed gmachem sądu poczęły się gromadzić tłumy. Sala sądowa nie pomieściła nawet połowy przybyłej publiczności, to też znaczna jej większość musiała opuścić gmach z polecenia policji, pilnującej porządku” – donosiła 16 stycznia 1930 roku „Ilustrowana Republika”. W tłumie spostrzec można było sutenerów, „Córy Koryntu”, bałuciarzy i różne „podejrzane typki”, na których lepiej nie natknąć się w ciemnej uliczce po zmroku. Czy wskazana przez mężczyznę pracownia chemiczna zdołałaby pomieścić taki tłum?

Pan Jan Wielemborek uważał, że tak. „Numer 56 był na pewno tutaj” – starał się rozwiać wątpliwości dziennikarza woźny.

W każdym razie Menachem Bornsztajn opuścił gmach przy ulicy Żeromskiego 115 jako wolny człowiek – nic to, że zabił człowieka z zimną krwią, że znaleźli się świadkowie, że policja zebrała obciążające go dowody. Od tego momentu przez pięć długich lat będzie o „Ślepym Maksie” głośno nie tylko na Bałutach, a on sam zdoła owinąć sobie wokół palca między innymi burmistrza Aleksandrowa oraz szefa urzędu śledczego w Łodzi. Dopiero w 1935 roku najsłynniejsza postać łódzkiego unterweltu zostanie skazana na kilka lat więzienia, a tym razem rozprawa odbędzie się w nowym budynku Sądu Okręgowego na placu Dąbrowskiego. Ten okaże się dla Maksa mniej szczęśliwy niż zabytkowy gmach na Żeromskiego 115.

Ciekawe, czy uczniowie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych numer 19 zdają sobie sprawę z tego, że kształcą się w kompleksie, w którym osiemdziesiąt sześć lat temu sądzono najsłynniejszego łódzkiego gangstera II RP. Łódzkie budynki skrywają niejedną tajemnicę. Warto się nią zainteresować.

Źródła:
– Jacek Indelak, Ojciec chrzestny po łódzku (3), „Dziennik Łódzki” nr 291, 14-15.12.1991, s. 5.
– „Ślepy Maks” – dyktator Bałut zasiadł w dniu wczorajszym na ławie oskarżonych za zabójstwo prezesa „Bratniej Pomocy” Balbermana, „Ilustrowana Republika”, nr 15 z 16.1.1930, s. 7.
– archiwum autora
www.zsp19.lodz.pl
– wmrokuhistorii.blogspot.com
– wikipedia.org