Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Ludzie » Jak powstała aplikacja Dzierżoniów 3D

Jak powstała aplikacja Dzierżoniów 3D

Ivon

Chcemy zainteresować młodych ludzi fascynującą historią Dzierżoniowa – mówią Rafał Pilśniak i Sebastian Ośka, pomysłodawcy i twórcy unikalnej aplikacji Dzierżoniów. Przed wiekami 3D – wirtualny spacer.

Wywiad z twórcami aplikacji Dzierżoniów. Przed wiekami 3D – wirtualny spacer.

Nowy Zabytek: Kto wpadł na pomysł stworzenia tej niezwykłej aplikacji, która wykorzystując archiwalne dokumenty, pozwoliła odtworzyć wizerunek historycznego Dzierżoniowa sprzed 120 lat?

Rafał Pilśniak: Pomysł zrodził się przypadkowo, choć inspiracją były nasze pasje. Po latach spotkałem kolegę z czasów szkolnych, zaczęliśmy rozmawiać o tym, co kto robi, czym się pasjonuje i okazało się, że pewne nasze pasje się pokrywają. Tak, od słowa do słowa, okazało się, że ja miałem trochę materiałów archiwalnych, a kolega miał możliwości techniczne. Doszliśmy do wniosku, że fajnie by było zrobić coś, dzięki czemu młodzi ludzie będą chcieli poznać historię Dzierżoniowa.

Mamy fantastyczną monografię miasta, w której znajdziemy wszystko na temat Dzierżoniowa, ale oprócz historyków nikt po nią nie sięga. Stwierdziliśmy, że aby zachęcić młodych ludzi do zdobywania wiedzy o mieście, musimy to zrobić w niezwykle nowoczesnej i ciekawej formie. I tak krok po kroku powstał nasz projekt. Stworzyliśmy aplikację, w której komputerowo odtworzyliśmy historyczne budynki miasta, każdy budynek jest w niej odrębnym obiektem. Aplikacja pozwala nam wejść do środka i poruszać się swobodnie po obiekcie. Wirtualny spacer najczęściej polega na tym, że możemy chodzić od jednego punktu do drugiego lub obracać się. Tymczasem użytkownik naszej aplikacji ma totalną swobodę. To on decyduje gdzie idzie i co ogląda. Myślę, że główną mocą tej aplikacji jest też to, że ona wiernie oddaje klimat i wygląd Dzierżoniowa sprzed 120 laty.

NZ: Budując aplikację wykorzystali Panowie 1,5 tys. zdjęć archiwalnych, pocztówek, rycin i dokumentów historycznych. Skąd pochodzą te materiały, jak długo powstawał ten wirtualny spacer?

Rafał Pilśniak: To była nasza tytaniczna praca trwająca kilkanaście miesięcy. Docieraliśmy do mieszkańców Dzierżoniowa, którzy mają stare fotografie, korzystaliśmy z kolekcji, którą mamy w urzędzie miasta, posiłkowaliśmy się także pomocą naszego muzeum. I dzięki temu udało nam się wiernie odtworzyć najstarszą część miasta. Są jednak w uliczkach bocznych takie miejsca, czy pojedyncze budynki, których nie można było znaleźć na żadnych fotografiach, ale to są naprawdę jednostkowe przypadki. W aplikacji miejsca te zostały dostosowane do stylu otaczających ich obiektów. Jednak w ponad 90 procentach, w aplikacji widzimy Dzierżoniów taki, jaki zachował się na starych widokówkach i fotografiach. W samym rynku to było proste, bo materiałów archiwalnych jest bardzo dużo i nasz dylemat polegał na tym, z których skorzystać. Mieliśmy na przykład kilka fotografii tego samego budynku, ale z różnymi szyldami, różnymi markizami i trzeba było się zdecydować na jedno źródło. Zaczęliśmy od rynku, bo to było najłatwiejsze, w międzyczasie zbieraliśmy kolejne materiały, konsultowaliśmy je z osobami, które pasjonują się historią Dzierżoniowa, to była bardzo skrupulatna praca, ale niezwykle ciekawa i przyjemna, bo wszystko robiliśmy z wielką pasją.

NZ: Czy podczas tego spaceru mieszkańcy będą mieli problemy z rozpoznaniem niektórych miejsc?

Rafał Pilśniak: Oczywiście są obszary, które wyglądają niemal tak samo jak dziś, ale w wielu przypadkach zupełnie inaczej. Myślę, że dla mieszkańców ten wirtualny spacer będzie wielkim zaskoczeniem, niektórzy mogą się zgubić w tym staromiejskim centrum. Samo centrum miasta wygląda dziś inaczej niż kiedyś, bo za komuny wybudowano w rynku dwa bloki, są też inne obszary miasta, które dziś wyglądają zupełnie inaczej, dziś są otwarte, mniej zurbanizowane, a 120 lat temu były zabudowane kamienicami. Dla mnie ogromnym zaskoczeniem było to, że wtedy bardzo wiele budynków przylegało do historycznych, podwójnych murów obronnych, które otaczają starówkę. Zresztą ten podwójny pierścień średniowiecznych fortyfikacji jest wyjątkowy i rzadko spotykany w polskich miastach.

NZ: Połączenie w tak udany sposób historii i nowoczesnych technik komputerowych musiało być sporym wyzwaniem…

Sebastian Ośka: Mieliśmy już zbudowaną aplikację, kiedy nagle okazało się, że na rynek weszły nowe silniki graficzne i wszystko trzeba było przebudować. Dziś technika tak pędzi, że tworząc takie projekty nie można zostawać w tyle. Ale udało się nam przygotować tę aplikację z zastosowaniem technologii, które właśnie wkraczają lub upowszechniają się na rynku komputerowym. Największe wrażenie aplikacja robi, kiedy możemy z niej korzystać w formacie 3D, który pozwala zobaczyć głębię przestrzeni. Aplikacja jest dostosowana i najlepiej wygląda, kiedy skorzystamy z urządzeń do wirtualnej rzeczywistości, założymy specjalne okulary i przeniesiemy się do miasta sprzed 120 lat.


Oczywiście aplikacja jest też dostępna w wersji przeglądarkowej, choć z racji ograniczeń związanych z Internetem, jakość nie jest najwyższa. Lepszą jakość osiągamy przy ściągnięciu aplikacji na komputer, wtedy jedynym ograniczeniem jakości jest moc naszego sprzętu.

NZ: Świetną recenzję wystawił aplikacji Tomasz Bagiński, którego film „Katedra” był nominowany do Oscara. Napisał, że ten projekt to jeden z nielicznych przykładów na to, jak wykorzystanie nowoczesnych technologii staje się świetnym narzędziem do zainteresowania historią i pielęgnowania tożsamości kulturowej miasta. To zaszczyt. Jesteście dumni z tego, że dało się Wam stworzyć prawdopodobnie najbardziej niezwykłą i innowacyjną miejską aplikację?

Rafał Pilśniak: Bardzo się boję używać tego typu określeń, nie chcę, żeby to brzmiało buńczucznie. Przyznam jednak, że sam z ciekawości szukałem drugiego takiego samego rozwiązania w Polsce i nie znalazłem. Są różne wirtualne spacery, różne sposoby pokazywania miast. W Warszawie ostatnio wydrukowano fajną makietę starówki, w Łodzi jest chłopak, który fotografuje miasto z tej samej perspektywy, jak na starych pocztówkach. Nigdzie jednak nie znalazłem takiej aplikacji, jak nasza. Jeśli chodzi o recenzję Tomasza Bagińskiego, to jest ona dla nas bardzo ważna. Na pewnym etapie pracy potrzebowaliśmy oceny kogoś z zewnątrz, kto powie, czy dobrze myślimy i czy nasz projekt ma szansę powodzenia. Poprosiliśmy o taką ocenę najlepszego fachowca w dziedzinie najnowszych technologii. Tomasz Bagiński to człowiek niezwykle wymagający, dlatego bardzo się cieszymy z tego, co powiedział o naszym projekcie.

NZ: Czy „Dzierżoniów. Przed wiekami 3D – wirtualny spacer” to projekt już zamknięty?

Sebastian Ośka: Nie. Ta aplikacja to dopiero punkt wyjścia. Na razie stworzyliśmy fundamenty wykorzystując najnowszą technologię. Teraz chcemy aplikację rozwijać, ale wspólnie z mieszkańcami. Będziemy pytać młodych ludzi: co i jak powinno się tu jeszcze znaleźć, żeby jak najwięcej osób po nią sięgało. Do tej aplikacji będziemy dodawać różne interakcje, a możliwości rozwoju są nieograniczone. W aplikacji brakuje ludzi, ale wprowadzenie bohaterów wiążę się z olbrzymi kosztami. Liczymy tu na możliwość wykorzystania projektów unijnych. Myślimy o tym, żeby bohaterowie aplikacji opowiadali historie budynków lub miejskie legendy. Do aplikacji zbudowaliśmy też osobną stronę, na której chcemy dalej gromadzić historię Dzierżoniowa (http://3d.dzierzoniow.pl/). Teraz w pewnym sensie oddajemy aplikację mieszkańcom. Stworzyliśmy bazę, którą będziemy wspólnie rozwijać. W przyszłości chcemy zaproponować taki produkt innym samorządom w Polsce.

Sebastian Ośka pracuje we wrocławskiej firmie Juice.
Rafał Pilśniak jest rzecznikiem prasowym Urzędu Miasta w Dzierżoniowie.