Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Świat » Czy to koniec brutalizmu w Anglii?

Czy to koniec brutalizmu w Anglii?

Dariusz Sapa

O brutalizmie pisaliśmy już nie raz, ale temat, choć kontrowersyjny, jest na tyle wdzięczny, że z chęcią poruszymy go po raz kolejny. Tym razem okazję do poruszenia tego tematu dał nam John Hayes. Brytyjczyk z partii konserwatywnej, na co dzień pracujący w departamencie transportu brytyjskiego rządu.

Ale zanim przejdziemy do meritum. Czym jest brutalizm?

Brutalizm, który charakteryzuje się surowością i monumentalnością jednocześnie stawiając na piękno materiałów, z których składa się budynek był najbardziej popularny w okresie od 1950 do 1970 roku. W tamtych czasach to głównie beton, cegły, czy stal nadawały kształt wielu nowym budynkom i choć popularność tego stylu zmalała w latach 80. to dziś styl ten wraca do łask. Odważę się nawet napisać, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju renesansem tego stylu architektonicznego.

Królewski Teatr Narodowy, Londyn

Królewski Teatr Narodowy, Londyn

Brutalizm jest ciekawy. Na tyle, że obok takiego budynku nie można przejść obojętnie. Styl znany ze swoich silnych i konkretnych form, oraz monumentalnych aspiracji, jest jedną z tych rzeczy, która dzieli ludzi na dwa obozy – tych, którzy go kochają i tych, którzy go nienawidzą. Do drugiej grupy z całą pewnością należy jeden z ministrów w rządzie Theresy May.

Blok mieszkalny Balfron Tower, Londyn

Blok mieszkalny Balfron Tower, Londyn

John Hayes, bo o nim mowa, pracuje w departamencie transportu zajmując się między innymi koleją dużych prędkości. Jednak ostatnimi czasy to nie kolej przyniosła mu sławę. Angielski polityk wypowiedział wojnę brutalizmowi w Anglii, twierdząc, że jest „estetycznie bezwartościowy” i ucieleśnia „kult brzydoty”. W swoim niedawnym przemówieniu powiedział również, że rząd będzie stawiał na zmianę architektonicznego krajobrazu. Jednym z kroków do tego celu ma być odbudowa łuku doryckiego, który stał na zewnątrz stacji Euston w Londynie, a został zburzony w 1962 roku.

Łuk dorycki przed Stacją Euston, rok 1920

Łuk dorycki przed Stacją Euston, rok 1920

Uważa też, że społeczeństwo „pragnie harmonii” w architekturze, natomiast jej odłam modernistyczny po prostu ludziom się nie podoba. W jego wystąpieniu znalazło się również następujące zdanie: „Spadkobiercy brutalizmu codziennie projektują i stawiają nowe horrory z wielkich płyt betonowych. Tworzą wychodzące poza skalę, brzydkie i ociosane budynki, które mają niewielki lub żaden związek z ich zabytkowymi sąsiadami.”.

Czy to naprawdę koniec brutalizmu w Anglii?

Jak można się domyślać słowa Hayesa nie spodobały się wielu zwolennikom brutalizmu, a chyba najlepiej całą sytuację scharakteryzował Ben Derbyshire, prezes-elekt Królewskiego Instytutu Architektów Brytyjskich:

– To, że John Hayes w tak ostrych słowach walczy o zmianę krajobrazu architektury w myśl swojego zmysłu estetyki jest interesujące, ale przecież nie każdy musi się z nim zgadzać. Tak czy inaczej bardzo dobrze się dzieje, że kolejny minister naszego rządu angażuje się w problemy społeczności, chcąc przy tym wykorzystać swój talent. Niemniej jednak nasz kraj ma długą i bogatą historię związaną z projektowaniem budynków w ramach infrastruktury transportowej. Niektóre są nowoczesne, inne staroświeckie, ale wszystkie mają swój charakter, z którego możemy być dumni. Dlatego też powinniśmy skupić się na dalszej pracy w najlepszy znany dla nas sposób.

Barbican Centre w Londynie

Barbican Centre, Londyn

Cóż, nawet jeżeli minister Hayes nie podziela zachwytu nad brutalizmem to mimo wszystko powinien mieć na uwadze szerszy kontekst, a nie tylko czubek własnego nosa. Brutalizm nie musi podobać się każdemu, ale historia uczy, że należy mieć szacunek dla każdego stylu architektonicznego. Tym bardziej, że rysunki i modele z początkowych lat popularności brutalizmu pokazują niesamowite i starannie skomponowane budynki. Nie można przecież powiedzieć, że architekci z lat 60. byli obojętni wobec estetyki i historii. Byłoby to stwierdzenie ewidentnie fałszywe.