Zabytki. Architektura. Lifestyle.

Home » Lifestyle » Adria. Najsłynniejszy lokal lat trzydziestych

Adria. Najsłynniejszy lokal lat trzydziestych

RP

Blichtr, szyk, klasa, kasa. Fraki, smokingi, eleganckie suknie, modne kapelusze. Muzyka, alkohol i czar niezwykłej epoki. W przedwojennej Polsce nie brakowało lokali cieszących się uznaną renomą, ale żaden nie dorównywał otwartej w 1931 roku, mieszczącej się w Warszawie w gmachu włoskiego towarzystwa ubezpieczeniowego przy ulicy Moniuszki 10 – „Adrii”.

Gmach włoskiego towarzystwa ubezpieczeniowego przy ulicy Moniuszki w Warszawie

Gmach włoskiego towarzystwa ubezpieczeniowego przy ulicy Moniuszki w Warszawie

Oficjalnie mogła pomieścić półtora tysiąca osób, ale bywały dni, że odwiedzało ją dwa i pół tysiąca gości. Słynęła ze znajdującego się w podziemnej sali dancingowej obrotowego parkietu tanecznego (zwracam uwagę, że to dwudziestolecie międzywojenne!), słynęła ze znakomitych cocktail-barów, wspaniałej sali kawiarnianej i oddanego do dyspozycji gości zimowego ogrodu pełnego roślin i egzotycznych ptaków. Nowoczesne oświetlenie, klimatyzacja (w latach dwudziestych ogromna sensacja), wyborne menu oraz obsługa na najwyższym poziomie sprawiły, że zaprojektowane przez Edwarda Ebera, Jerzego Gelbarda, Grzegorza i Romana Sigalinów oraz Edwarda Seydenbeuthela wnętrze przyciągało niezliczone rzesze warszawiaków i odwiedzających stolicę turystów.

A wbrew pozorom koncepcja była prosta. Co prawda lokal wyposażono w oryginalne meble, na przykład ze szkła i stali, a ściany lokalu zdobiły szlachetne tynki i boazerie, niemniej projektanci postawili na prostotę, eklektyzm i rzeczowość. Zbędną ornamentykę, z której nie potrafiło zrezygnować w tamtym czasie jeszcze wielu, zastąpiono umiejętną „grą” świateł (oświetlenie lokalu stało na najwyższym europejskim poziomie) i architektonicznymi smaczkami, polegającymi na przykład na wyposażeniu lokalu w ściany ze szkła lub marmuru, najpiękniejszy wówczas w Polsce szyld neonowy, czy posadzki (w słynnym barze amerykańskim) z gumy.

Lokal Adria w Warszawie rok 1933

Lokal Adria w Warszawie rok 1933

Detale, takie jak wiszący na ścianie pomiędzy holem a kawiarnią zegar czy drzwi wejściowe z kryształowego szkła dodawały całości charakteru. I musiały zapadać mocno w pamięci ówczesnych. Kiedy generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski zobaczył schody prowadzące do podziemia, gdzie mieściła się sala dancingowa (schody zawieszono tylko na poręczy, co było ewenementem architektonicznym na polską skalę) wypowiedział słynne słowa: „Żarty się skończyły, zaczynają się schody”. Swoją drogą główna sala dancingowa „Adrii”, dokąd prowadziły wspomniane schody, nazywana była ósmym cudem Warszawy. A to mówi samo za siebie.

Według krążących w tamtym okresie plotek na urządzenie lokalu wydano astronomiczną kwotę miliona złotych (prezydent Ignacy Mościcki zarabiał wówczas pięć tysięcy złotych miesięcznie), ale czy trudno się temu dziwić skoro jego kierownik, Franciszek Moszkowicz, zamierzał stworzyć miejsce, którego Polska dotąd nie widziała.

Nie były to słowa rzucone na wiatr, ale na fenomen „Adrii” złożyły się nie tylko gigantyczne środki finansowe i wizja projektantów.

Niepowtarzalnego charakteru nadali jej przede wszystkim ludzie. W lokalu każdego niemal wieczora można było natknąć się na gwiazdy teatru i kina oraz literatów (ci ostatni cieszyli się wówczas niewiele mniejszym zainteresowaniem od wspomnianych ikon małej sceny i dużego ekranu). Któż by nie chciał wychylić głębszego z Julianem Tuwimem, przekąsić śledzia z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim i na własne uszy posłuchać opowieści pierwszego kawalerzysty II RP, czyli słynnego generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. To właśnie Wieniawa należał do najsłynniejszych gości „Adrii” i chociaż krążąca przez lata legenda o tym, jakoby generał wjechał do „Adrii” na koniu okazała się mitem, w warszawskim lokalu zawsze działo się coś interesującego.

„W Adrii ciągle pełno. Pozatem ciągną tam stale pielgrzymki zwiedzających, a nawet całe wycieczki najkrytyczniej bodaj usposobionych obserwatorów, jakimi są studenci architektury. Bakcyl epidemji wykryto. Na odtrutkę, w postaci wnętrza jeszcze lepszego i nowocześniejszego, długo prawdopodobnie poczekamy” – napisał redaktor Lubiński dla „Wiadomości Literackich” w 1931 roku.

„Adria” czynna była od późnego popołudnia do rana.

Podchmielonym ministrom (wówczas mawiało się, że tacy wprawili się w „nastrój różowy”) śpiewała legendarna Hanka Ordonówna, a koncertowali tutaj Jerzy Petersburski i Artur Gold. Dzisiaj słynny lokal możemy podziwiać jedynie na starych zdjęciach i filmach. W 1933 roku pojawił się w filmie fabularnym „Jego ekscelencja subiekt” z Eugeniuszem Bodo w roli głównej, kręcono w nim również „Szpiega w masce” ze wspomnianą Ordonówną i innym amantem przedwojennego kina – Igo Symem, tym samym, który w czasie wojny współpracował z Niemcami i został za zdradę zlikwidowany przez żołnierzy polskiego podziemia.

To właśnie w czasie niemieckiej okupacji „Adria” utraciła, niestety już na zawsze, swój dawny blask. Lokal co prawda istniał nadal, ale łatka „Nur für Deutsche” sprawiła, że Polacy mieli tu wstęp zakazany. Niemcy zaś urządzili w niej podrzędną knajpę – tania rozrywka, obłapiający wzrokiem skąpo odziane panienki z kabaretu żołnierze i wulgarny entourage nie licowały z renomą przedwojennego lokalu.

Adria stała się oziębła, wroga, obca” – stwierdził włoski dziennikarz Alceo Velcini, będący świadkiem zamachu, który 22 maja 1943 roku przeprowadził w lokalu żołnierz Armii Krajowej, Jan Kryst „Alan”. Była to akcja szalona, Kryst (według niepotwierdzonej legendy – śmiertelnie chory) zanim zginął, zdołał zastrzelić trzech Niemców.

Tablica upamiętniająca walkę Jana Krysta

Tablica upamiętniająca walkę Jana Krysta

W czasie Powstania Warszawskiego w budynku mieściła się stołówka, a przez pewien czas urzędował tam też Wydział Propagandy KG AK. Tutaj swój „powstańczy” gabinet miał jeden z najbardziej znanych poetów tamtego okresu, Stanisław Ryszard Dobrowolski, który na drzwiach swojego pokoju napisał: „Tu się pisze wiersze”. 8 sierpnia 1944 roku literat cudem przeżył niemieckie bombardowanie. W budynek trafił pocisk wielkiego kalibru, a chociaż przebił on wszystkie kondygnacje, ładunek ostatecznie nie eksplodował.

Stołówka powstańcza w Adrii

Stołówka powstańcza w Adrii

W PRL-u podjęto próbę wskrzeszenia legendy, niestety skończyło się na dobrych chęciach. W dobie socrealizmu magia „Adrii” odbijała się od niewidzialnej ściany, w dodatku zdaje się, że lokalowi bliżej było do koncepcji niemieckiej niż tej z dwudziestolecia międzywojennego (gości raczono tu takimi atrakcjami jak striptiz). Sam budynek przetrwał do naszych czasów (obecnie pod adresem Moniuszki 8), a w 2009 roku został nawet wpisany do rejestru zabytków. Ponoć nadal można w nim spotkać ducha Wieniawy…

Źródła:
– P. M. Lubiński, Epidemja „adriatica”, „Wiadomości Literackie”, nr 20 z 17.05.1931, s. 5.
„Adria” – najbardziej znana luksusowa restauracja – dancing Warszawy lat 30. XX w.
– materiały z archiwum autora
Przedwojenna Warszawa

– wikipedia.org
– Narodowe Archiwum Cyfrowe